Recenzja książki Scotta Andersona „Upadek króla królów” (Wydawnictwo Prześwity, 2026, przeł. Janusz Kaiser).
Książka Scotta Andersona przedstawia upadek monarchii w Iranie oraz mechanizmy instytucjonalnej ślepoty Waszyngtonu wobec rewolucji. Autor dowodzi, że do katastrofy sojusznika Stanów Zjednoczonych doprowadziły błędy reżimu szacha oraz bezkrytyczne poleganie Amerykanów na informacjach tajnej policji szacha. Dla polskiego czytelnika publikacja stanowi przestrogę przed powierzchowną oceną trwałości autorytarnych reżimów na Wschodzie.
Punktem wyjścia jest 15 listopada 1977 roku, gdy Jimmy Carter przyjmował szacha przed Białym Domem, podczas gdy policja pacyfikowała demonstrantów gazem. Kilka tygodni później prezydent USA wzniósł w Teheranie toast za Iran jako „wyspę stabilności”. Czternaście miesięcy później szach znalazł się na wygnaniu. Anderson - reporter wojenny i autor „Lawrence'a z Arabii” - wraca do tych wydarzeń w nagrodzonym Nagrodą Kirkusa tomie, opublikowanym po polsku ze wstępem Witolda Jurasza kilka miesięcy po wojnie z Iranem.
Kryzys wewnętrzny i upadek monarchii
W ujęciu Andersona szach był postacią pełną sprzeczności - dręczony niepewnością monarcha pozostawał odgrodzony od kraju przez pochlebców. Jeden z biografów nazwał go królikiem udającym lwa. W chwili próby władca miotał się między zapowiedziami „żelaznej pięści” a ustępstwami, które utwierdzały ulicę w przekonaniu o słabości tronu. Autor dowodzi, że monarchię podkopał nagły napływ petrodolarów po 1974 roku.
Przegrzana gospodarka wpadła w recesję, a miliony ludzi wyrwanych ze wsi poszły za mułłami. Anderson wskazuje na powszechne lekceważenie Chomeiniego. Zachodnia prasa porównywała go do Gandhiego, a irańscy liberałowie i lewica zakładali rychły powrót sędziwego duchownego do medresy. Według autora sięgnął on po pełnię władzy właśnie dlatego, że nikt nie traktował go poważnie.
Błędy wywiadowcze i dyplomatyczne Waszyngtonu
Szczególną wartość mają rozdziały poświęcone decydentom w Waszyngtonie. Choć Iran był jednym z najważniejszych sojuszników i największym klientem amerykańskiej zbrojeniówki, Amerykanie prawie nic o nim nie wiedzieli. Farsi w ambasadzie znała garstka ludzi. CIA podsłuchiwała Sowietów, a wiedzę o nastrojach czerpała od tajnej policji szacha. Michaela Metrinko, który przewidział rewolucję, za alarmujące meldunki zesłano do Tebrizu, po czym został zakładnikiem.
Skrajną ignorancję decydentów obnażyły wydarzenia z października 1979 roku. Doradcy namawiali wówczas Cartera, by wpuścił chorego szacha na leczenie do Nowego Jorku. Prezydent zapytał, co zrobią, jeśli tłum zajmie ambasadę, i nie usłyszał odpowiedzi. Mimo to się zgodził. Dwa tygodnie później demonstranci wdarli się do placówki.
Polski czytelnik z uwagą przeczyta fragmenty o Zbigniewie Brzezińskim. Doradca Cartera do spraw bezpieczeństwa narodowego patrzył na Iran przez pryzmat zimnej wojny. Według Andersona od początku podejrzewał, że za protestami stoją komuniści i Moskwa, choć irańską partię komunistyczną rozbito ćwierć wieku wcześniej. Brzeziński konsekwentnie popierał szacha, gdy ambasador William Sullivan już w listopadzie 1978 roku depeszował do Waszyngtonu, że trzeba „pomyśleć o nie do pomyślenia”, czyli o Iranie bez monarchy.
Sullivan obwiniał go później o odwołanie planowanej misji do Chomeiniego w Paryżu. Ostatni błąd przyszedł 1 listopada 1979 roku: w Algierze Brzeziński spotkał się z premierem Mehdim Bazarganem. Zdjęcie z tego spotkania radykałowie w Teheranie odebrali jako dowód zmowy z Ameryką. Trzy dni później zajęli ambasadę, a Bazargan, umiarkowany partner Waszyngtonu, podał się do dymisji.
Anderson oddaje mu jednak sprawiedliwość w jednym punkcie: Brzeziński trafnie dostrzegł, że ustępstwa szacha ulica brała za słabość.
Ocena analityczna i wnioski dla Polski
Książka łączy reporterski temperament z rzetelnością historyka. Słabszą stroną pracy jest nadmierne przywiązanie autora do pytania „co by było, gdyby”, co chwilami przesłania opisane przez niego głębsze przyczyny. Z powodu braku wizy Anderson opiera się ponadto głównie na archiwach i relacjach emigracji.
Mimo tych ograniczeń praca dostarcza cennych wniosków analitycznych. Ameryka przegrała Iran, ponieważ jej dyplomaci rozmawiali wyłącznie z dworem, a niewygodnych posłańców odsyłano na prowincję. Dla polskich dyplomatów płynie stąd bezpośrednia lekcja przy ocenie wschodnich reżimów. Skuteczna analiza wymaga badania nastrojów prowincji oraz słuchania opozycji, zamiast polegania na deklaracjach stołecznych salonów.





