Przejdź do treści
Instytut Nowej EuropyInstytut Nowej Europy
Dyplomacja

Czerwiec na Bliskim Wschodzie - podsumowanie i analiza wydarzeń

Filip Grzebuła/6 lipca 2025/13 min czytania
Czerwiec na Bliskim Wschodzie - podsumowanie i analiza wydarzeń

Wojna Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem

Krótki konflikt zbrojny między Iranem a Izraelem wspartym później przez Stany Zjednoczone był w czerwcu najważniejszym wydarzeniem na Bliskim Wschodzie i skupił najwięcej uwagi światowych mediów. Ataki na Iran trafnie są interpretowane w kontekście wcześniejszych dążeń prezydenta USA Donalda Trumpa do zawarcia porozumienia nuklearnego z państwem irańskim.

Negocjacje amerykańsko-irańskie rozpoczęły się 12 kwietnia i były prowadzone za pośrednictwem Omanu[1]. Mediację między obu państwami oferowała także Rosja[2], wśród innych potencjalnych mediatorów wskazywane były Arabia Saudyjska i Katar[3]. Przeprowadzone 13 czerwca przez Izrael naloty na szereg celów w Iranie związanych przede wszystkim z irańską infrastrukturą wojskową i programem nuklearnym oraz zamachy na irańskich generałów i naukowców postrzegane były jako działania torpedujące wysiłki dyplomatyczne Waszyngtonu.

Dużo wskazuje jednak na to, że izraelski atak był uzgodniony lub nawet od początku wsparty przez Amerykanów.

Samo podjęcie negocjacji z Teheranem nie świadczyło o zmianie nastawienia amerykańskiego prezydenta wobec Islamskiej Republiki Iranu względem okresu I kadencji, podczas której Trump wyprowadził Stany Zjednoczone z Joint Comprehensive Plan of Action (JPCOA), układu nuklearnego z Iranem i przeprowadził zabójstwo irańskiego generała Ghasema Solejmaniego. Nowe porozumienie miało być korzystniejsze dla Stanów Zjednoczonych od poprzedniego[4], a na jego zawarcie prezydent USA dał władzom Iranu 60 dni grożąc w razie fiaska rozmów ciężkimi konsekwencjami[5], w tym atakiem militarnym[6].

Ponadto krótko po powrocie do władzy Trump przywrócił amerykańską politykę maksymalnej presji na Iran, której jednym z deklarowanych celów jest ograniczenie potencjału militarnego Teheranu także w dziedzinie broni konwencjonalnej, a głównym środkiem mającym doprowadzić do tego celu są ciężkie sankcje gospodarcze mające uniemożliwiać jakikolwiek eksport irańskiej ropy[7]. Z drugiej strony Izrael był gotowy zaakceptować porozumienie amerykańsko-irańskie pod warunkiem, że będzie ono oparte na „modelu libijskim”, a więc przewidywać całkowitą rezygnację Iranu z programu atomowego, również cywilnego[8].

To pokazuje, że izraelski premier Benjamin Netanjahu i amerykański prezydent Donald Trump przyjęli podobne założenia w swoich strategiach wobec Iranu. Występowali oni wobec państwa irańskiego z pozycji siły i nie zamierzali pozwalać, by państwo to miało chociaż margines szansy na skonstruowanie broni jądrowej. Ewentualne różnice zdań tych dwóch przywódców wyglądają na zbyt małe, by premierowi Izraela opłacało się sabotować politykę amerykańską.

Agresja Izraela na Iran rozpoczęła się 13 czerwca po upływie okresu 60 dni przewidzianych w ultimatum Trumpa. Jak zauważa analityk ds. Bliskiego Wschodu Kamil Wysokiński lotnictwo izraelskie prawdopodobnie nie dysponowało zapasami paliwa wystarczającymi do przeprowadzenia wszystkich nalotów. Jeżeli tak było, to znaczy, że Amerykanie nie tylko wiedzieli o ataku, ale mogli być w niego od początku zaangażowani choćby poprzez dostarczanie zaopatrzenia dla izraelskiej armii[9].

W dniu rozpoczęcia zmasowanych ataków przez Izrael prezydent Donald Trump stwierdził, że Iran ciągle może wrócić do stołu negocjacyjnego[10]. Później jednak amerykański przywódca wezwał do „bezwarunkowej kapitulacji” tego państwa i nie wykluczył dążeń do zabójstwa Najwyższego Przywódcy Chameneiego w przypadku, gdyby ten nie podporządkował się żądaniom Stanów Zjednoczonych[11].

Tak drastyczny krok nie został przedsięwzięty, lecz 22 czerwca lotnictwo Stanów Zjednoczonych zbombardowało irańskie ośrodki atomowe w Fordo, Isfahanie i Natanzu, których zniszczenia dokonać mogła tylko amerykańska broń[12]. Irańska armia odpowiedziała ostrzałem amerykańskiej bazy lotniczej Al Udeid w Katarze, przed którym wcześniej zostali ostrzeżeni Amerykanie i Katarczycy.

Pomimo symbolicznego charakteru irańskiego odwetu, który nie był skierowany przeciw armii katarskiej irański atak został stanowczo potępiony nie tylko przez państwo katarskie[13], ale i Ligę Państw Arabskich[14] i osobno przez jej poszczególnych członków, w tym Arabię Saudyjską[15], Jordanię[16], Oman[17] i Syrię[18]. Reakcje państw arabskich na to wydarzenie były wyraźnie ostrzejsze niż ich wcześniejsze wyrazy potępienia dla izraelskich i amerykańskich ataków na Iran.

To pokazuje, że w razie dalszej eskalacji wojny między Izraelem i Stanami Zjednoczonymi a Iranem bardziej prawdopodobne jest przystąpienie państw arabskich do wojny po stronie amerykańsko-izraelskiej niż irańskiej pomimo brutalnych działań państwa żydowskiego w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu (wyjątkiem mógłby być Irak). W szczególności dotyczy to państw Rady Współpracy Arabskich Państw Zatoki Perskiej.

Pomimo poprawy stosunków z Iranem skupione w Radzie monarchie pozostają sojusznikami Stanów Zjednoczonych goszczącymi na swoich terytoriach znaczne oddziały amerykańskie. Bezczynność w obliczu starć między siłami USA i Iranu na ich własnych terytoriach groziłaby monarchiom znad Zatoki całkowitą marginalizacją na arenie międzynarodowej. Cofnięcie zgody na stacjonowanie wojsk amerykańskich przez te państwa również nie wchodzi obecnie w grę.

Ewentualna pełnoskalowa wojna między USA i ich lokalnymi sojusznikami a Iranem mogłaby być bardziej destrukcyjna i krwawa niż na Ukrainie i przynieść dużo gorsze skutki ekonomiczne, a Ukraina zostałaby pozbawiona większości zachodniej pomocy. Wojna zakończyła się jednak po zawieszeniu broni z 24 czerwca, do którego doprowadził prezydent USA Donald Trump.

Z uwagi na czas trwania na określenie konfliktu upowszechnia się nazwa „wojna dwunastodniowa”. Krótko po zakończeniu walk irańskie Ministerstwo Zdrowia podało, że w izraelskich atakach 610 Irańczyków zginęło, a 4746 zostało rannych[19], później rząd irański podał liczbę 935 zabitych[20]. Według strony izraelskiej wskutek irańskich ataków zginęło ok. 30 mieszkańców Izraela, a ponad 3000 zostało rannych.

Ponadto 13 tys. ludzi opuściło swoje domy w poszukiwaniu bezpieczniejszych regionów[21]. Jeżeli dane te znacząco odbiegają od rzeczywistych, to trudno powiedzieć w jaki sposób. Iran i Izrael mogą mieć swój interes zarówno w zaniżaniu strat własnych (w celu ukazania swoich systemów obronnych jako skutecznych), jak i ich zawyżaniu dla wyolbrzymienia brutalności drugiej strony.

O zaniżaniu strat własnych przez Iran może świadczyć podawanie większej liczby perskich ofiar przez amerykańską organizację Human Rights Activists[22]. Chociaż Izrael zestrzelił większość irańskich dronów i pocisków zniszczenia w kraju z powodu ataków były znaczące i objęły m. in. rafinerię w Hajfie i Uniwersytet Ben-Guriona. Jak przyznają izraelskie media zniszczenia byłyby znacznie większe, gdyby nie pomoc USA w obronie przestrzeni powietrznej[23].

Tym samym upadł mit Żelaznej Kopuły jako „niezawodnego” systemu obrony powietrznej. Dane na temat strat gospodarczych Izraela wahają się między 6 a 20 mld dolarów amerykańskich. Dane sięgające tej górnej granicy z reguły uwzględniają koszty potencjalne.

Izrael zaatakował Iran pod pretekstem powstrzymania irańskich prac nad bronią jądrową. Islamska Republika nie prowadziła prac nad produkcją broni atomowej, ale posiadała zapasy uranu wzbogaconego do 60%, które mogły posłużyć do rozwoju militarnych technologii jądrowych (do opracowania broni nuklearnej potrzebny jest uran wzbogacony do poziomu 90%)[24].

To pokazuje, że Iran chciał mieć możliwość skonstruowania w krótkim czasie broni jądrowej, aby mieć większe pole manewru w polityce międzynarodowej i lepszą pozycję w negocjacjach z Zachodem. Wybór siłowego rozwiązania przez Izrael i Stany Zjednoczone zmniejsza szansę na porozumienie amerykańsko-irańskie w przyszłości i dostarcza Persom (zarówno z kręgu władzy, jak i spoza niego) argumentów przeciwko współpracy z Zachodem i za posiadaniem broni nuklearnej jako jedynej gwarancji bezpieczeństwa.

Pokazuje to m. in. niedawne zawieszenie współpracy z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej [25]. Z perspektywy irańskiej jednym z argumentów za skonstruowaniem własnej broni jądrowej wbrew presji międzynarodowej jest też fakt posiadania tego rodzaju broni masowego rażenia przez Izrael[26]. Zdaniem wielu ekspertów irański program nuklearny poniósł dotkliwe straty, lecz nie został zniszczony.

Jego ewentualna militaryzacja byłaby jednak trudna i spotkałaby się z jeszcze większym sprzeciwem Tel Awiwu i Waszyngtonu. Same sankcje gospodarcze są dla Iranu dotkliwe i będą wywoływać kolejne fale protestów. Chociaż podczas wojny wystąpił tam efekt rally round the flag, to nawet najbardziej zagorzali zwolennicy rządzących krajem islamistów muszą być zawiedzeni słabością państwa, która wyszła na jaw pierwszego dnia izraelskiego ataku.

Ogromną porażką Iranu było też jego osamotnienie w tej wojnie, zwłaszcza bezczynność Rosji, najważniejszego sojusznika Teheranu. To wszystko sprawia, że Islamska Republika będzie musiała przeprowadzić szereg reform usprawniających instytucje państwowe i dogłębnie przemyśleć swoją strategię polityki zagranicznej.

Sytuacja w Syrii

Mimo trwania wojny irańsko-izraelskiej z udziałem Stanów Zjednoczonych, na krótki czas doniesienia z Bliskiego Wschodu zostały zdominowane przez tragiczne wydarzenie ze stolicy Syrii, Damaszku. W niedzielę 22 czerwca doszło do zamachu terrorystycznego w prawosławnym kościele św. Eliasza. W trakcie liturgii zamachowiec otworzył ogień do zgromadzonych, po czym przeprowadził samobójczy atak bombowy.

W zamachu zginęło blisko 30 osób, a ponad 60 zostało rannych. Władze Syrii oskarżyły o atak tzw. Państwo Islamskie, jednak organizacja ta nie przyznała się do zamachu[27], pomimo zwyczaju przypisywania sobie także ataków, których nie przeprowadziła. Do zbrodni przyznała się natomiast organizacja terrorystyczna Saraya Ansar al-Sunna, która powstała na skutek rozłamu w obozie władzy[28].

Podczas konferencji prasowej 24 czerwca minister spraw wewnętrznych Syrii Nureddin al-Baba stwierdził, że służby schwytały grupę terrorystów z ISIS odpowiedzialnych za planowanie zamachu. Według ministra Saraya Ansar al-Sunna podlega Daesz, w związku z czym oskarżenia tej organizacji o sprawstwo są zasadne[29]. Prawdopodobnie jednak obie organizacje są od siebie niezależne.

Reakcja na ten i inne akty przemocy dokonywane przez terrorystów oraz grupy przestępcze jest ważnym testem intencji i skuteczności rządu tymczasowego kierowanego przez prezydenta Ahmeda al-Szarę. Do stabilizacji w Syrii jeszcze daleka droga, a uspokojenie sytuacji wewnętrznej jest utrudnione przez różnorodność grup interesu, działania sił zewnętrznych i demoralizację społeczeństwa wieloletnią wojną domową.

Krokiem, który miał przyspieszyć proces budowy efektywnych instytucji państwowych było utworzenie na mocy prezydenckiego dekretu z 14 czerwca komitetu do spraw organizacji wyborów parlamentarnych. Przyszłe Zgromadzenie Ludowe miałoby składać się ze 100 deputowanych wyłonionych w wyborach pośrednich z udziałem ciał eksperckich i 50 nominatów prezydenta.

Rozwiązania te budzą kontrowersje, ale są chwalone jako krok w stronę urzeczywistnienia założeń Deklaracji Konstytucyjnej[30].

Poważnym problemem Syrii pozostaje dystrybucja captagonu – narkotyku podobnego do metaamfetaminy, którego sprzedaż ratowała finanse rządu Asada w schyłkowym okresie jego władzy. 26 czerwca Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości opublikowało raport, z którego wynika, że pomimo zapowiadanej przez nowe władze Syrii walki z narkotykiem Syria pozostaje jednym z ważniejszych ośrodków jego dystrybucji.

Nie wiadomo, kto obecnie zajmuje się tam produkcją captagonu. Problem z tą substancją dotyczy całego Bliskiego Wschodu i okolicznych regionów, niedawno odkryto ośrodki produkcji w Libii. Narkotyk łatwo się rozprzestrzenia, a jego zwalczenie i niszczenie zapasów pozostaje trudne[31].

Inne istotne informacje

  • Trwa kryzys humanitarny w Strefie Gazy. Według Światowego Programu Żywnościowego Narodów Zjednoczonych 1/3 mieszkańców palestyńskiej enklawy otrzymuje żywność raz na kilka dni, a większość jedzonych tam przez ludzi posiłków przypomina przekąski. Poważnym problemem Strefy Gazy są również braki leków, a także powszechny brak dostępu do elektryczności, wody pitnej i środków higieny. Wielu ludzi ponosi śmierć usiłując dostać się do punktów dystrybucji pomocy humanitarnej[32]. W izraelskich atakach giną także wolontariusze i medycy, sam Palestyński Czerwony Półksiężyc stracił w Strefie Gazy 50 lekarzy[33]. Pojawiły się również doniesienia, że Izrael uwalnia i uzbraja członków palestyńskich gangów, aby pogłębić chaos w obleganej Gazie[34]. Już same uwarunkowania Strefy Gazy, będącej jednym z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie[35], sprzyjają występowaniu licznych ofiar cywilnych podczas zdobywania tego obszaru przez wojsko. Tamtejsza ludność cywilna nie ma dokąd uciec. Państwa arabskie nie otworzyły swoich granic dla uchodźców ze Strefy Gazy, co można przypisać zarówno z egoistycznym pobudkom, jak i uzasadnionym obawom, że gdy raz Palestyńczycy opuszczą to terytorium, to Izrael nie pozwoli im już wrócić. Trwałe wypędzenie ludności arabskiej w celu przygotowania nowych obszarów pod osadnictwo żydowskie prawdopodobnie jest najważniejszą przyczyną zbrodni dokonywanych przez izraelską armię w Gazie. Podobną politykę rząd Netanjahu prowadzi na okupowanym Zachodnim Brzegu.
  • Pod koniec miesiąca minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Saar ogłosił, że państwo żydowskie jest zainteresowane normalizacją relacji z Libanem i Syrią w ramach Porozumień Abrahama. Przełomowa jest zwłaszcza gotowość do porozumienia z rządem syryjskim uznawanym wcześniej przez decydentów izraelskich za ekstremistyczny i niegodny zaufania. Traktat pokojowy z Syrią musiałby jednak, zdaniem Saara, przewidywać uznanie Wzgórz Golan za terytorium izraelskie[36].
Bibliografia
Udostępnij