Recenzja książki Paula Kennedy'ego „Narodziny i upadek mocarstw” (Wydawnictwo Prześwity, 2025, przeł. Grzegorz Kuśnierz).
Paul Kennedy, historyk z Yale, dowodzi w „Narodzinach i upadku mocarstw”, że o pozycji państw w długim okresie decyduje potencjał gospodarczy i technologiczny, a siła militarna jest wobec niego wtórna. Mocarstwa tracą pozycję wtedy, gdy ich zobowiązania wojskowe zaczynają przewyższać możliwości gospodarki. Nowe polskie wydanie trafia do czytelników w czasie gwałtownego wzrostu wydatków obronnych w Europie, także w Polsce, która przeznacza na wojsko blisko 5% PKB.
Mechanizm wzrostu i schyłku
Książka ukazała się w 1987 roku i szybko stała się punktem odniesienia w amerykańskiej debacie o strategii. Kennedy przeanalizował pięć stuleci rywalizacji: od Habsburgów, przez Francję Ludwika XIV i imperium brytyjskie, po zimną wojnę. Wyprowadził z nich spójny model. Państwo buduje przewagę, gdy jako pierwsze wykorzystuje nową falę innowacji. Schyłek zaczyna się wtedy, gdy koszty utrzymania pozycji drenują zasoby potrzebne do dalszego rozwoju. Autor nazwał to imperial overstretch i termin wszedł na stałe do języka stosunków międzynarodowych.
Wywód opiera się na danych. Kennedy przytacza szacunki Paula Bairocha: w 1750 roku Europa wytwarzała około 23% światowej produkcji przemysłowej, a Chiny prawie 33%. W 1900 roku udział Europy sięgnął 62%, Chin spadł do około 6%, a Indii poniżej 2%. Stany Zjednoczone wyrosły w tym czasie z marginesu na największego producenta świata, a Wielka Brytania osiągnęła szczyt około 1880 roku i zaczęła oddawać pole rywalom.
Główne tezy
Według Kennedy'ego potęga ma charakter względny. Mocarstwo słabnie zwykle dlatego, że konkurenci modernizują się szybciej. Rozbudowane zaangażowanie militarne kosztuje więcej, niż udźwignie nawet bogaty skarb: Hiszpania Filipa II mimo napływu amerykańskiego srebra kilka razy ogłaszała niewypłacalność, bo walczyła na wielu frontach naraz. Trwałą przewagę daje realna produkcja, a gospodarka oparta głównie na finansach z czasem traci pozycję.
U schyłku lat osiemdziesiątych autor przewidywał świat pięciu ośrodków siły: Stanów Zjednoczonych, ZSRR, Chin, Japonii i Wspólnoty Europejskiej. Szczegółowo opisał kryzys gospodarki radzieckiej, choć nie przewidział tak szybkiego rozpadu ZSRR. Jego prognozy dotyczące wzrostu Chin wytrzymały próbę czasu lepiej niż wiele analiz z lat dziewięćdziesiątych.
Krytyka
Najwięcej zarzutów dotyczyło części prognostycznej. Joseph Nye w „Bound to Lead” (1990) przekonywał, że Kennedy nie docenił zdolności adaptacyjnych Ameryki ani jej atrakcyjności kulturowej, którą nazwał soft power. Lata dziewięćdziesiąte przyniosły umocnienie USA i rewolucję informatyczną, która stworzyła nowe źródła przewagi poza przemysłem ciężkim. Te pomyłki dotyczą prognoz, a sama metoda wciąż dobrze wychwytuje ryzyko rozjazdu między ambicjami wojskowymi a gospodarką.
Znaczenie dla Polski
Dla państwa frontowego NATO książka daje użyteczną ramę. W ujęciu Kennedy'ego bezpieczeństwo zależy od tego, czy wzrost gospodarczy pozwoli długo utrzymać rozbudowywane siły zbrojne i czy wydatki obronne wzmacniają krajowy przemysł i technologie. Zakupy za granicą szybko zamykają luki w odstraszaniu, ale o pozycji Polski za kilkadziesiąt lat zdecyduje jej własna baza wytwórcza.
Po czterdziestu latach „Narodziny i upadek mocarstw” pozostają jedną z najważniejszych książek o polityce międzynarodowej, bo uczą patrzeć na strategię przez pryzmat budżetu i gospodarki, a nie tylko armii.





