W Waszyngtonie debata na temat przyszłości sojuszu weszła w nowy etap. Kwestia strategicznego odwrotu USA z Europy nie budzi już wątpliwości - pytaniem otwartym pozostaje kształt NATO po częściowym wycofaniu USA. Szczególnie jest to widoczne w kontekście ostatniej zapowiedzi o wycofaniu 5000 żołnierzy z Niemiec, rezygnacji z wysłania batalionu broni precyzyjnej dalekiego zasięgu (long-range precision strike battalion) na Litwę oraz zatrzymania rotacji brygady pancernej w Polsce[1].
Dodatkowo Waszyngton poinformował o możliwym zmniejszeniu wielkości kontyngentu wysyłanego do Europy w przypadku ataku Rosji, w tym samym czasie zapewniając o utrzymaniu parasola nuklearnego nad Europą. Obecna administracja stara się wymusić przeniesienie ciężaru obrony Europy w związku z koncentracją na konflikcie z Chinami.
Jak to jest postrzegane w USA?
Amerykański think tank Council on Foreign Relations zwraca uwagę na kwestię NATO jako elementu projekcji siły Stanów Zjednoczonych oraz na niepopularność narracji obecnej administracji krytykującej NATO i sojuszników. James M. Lindsay sugeruje, że wyjście USA z NATO byłoby strategicznym błędem osłabiającym Europę i USA. Główny wniosek z jego artykułu dla CFR: Trump nie musi formalnie opuszczać NATO, aby je osłabić - sama narracja prowadzona przez obecną administrację osłabia strategiczną sygnalizację sojuszu, który w głównej mierze opiera się na wierze w odstraszanie.
Odstraszanie okazało się w latach zimnej wojny głównym sukcesem NATO; obecne podważanie spójności sojuszniczej, opartej na amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa, podkopuje fundamenty, na których NATO zostało stworzone. Według Lindsaya obecny konflikt nie wynika już z kwestii wydatków na obronność - które wśród wszystkich państw sojuszu osiągnęły lub osiągają 2% - lecz z niechęci sojuszników do angażowania się w konflikty obecnie prowadzone przez USA[2].
Atlantic Council zwraca uwagę na kwestię zmiany formuły sojuszu w związku z różnym postrzeganiem zagrożeń. Autorzy - Léonie Allard i Torrey Taussig - wskazują na dominujący wśród amerykańskich elit i administracji punkt widzenia o konieczności wzięcia przez Europę większej odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo. Tekst podkreśla, że Europa powinna kontynuować zwiększanie wydatków na obronność, budowę przemysłu zbrojeniowego, formowanie koalicji chętnych, wspólne rozwijanie zdolności zapewnianych dotąd przez USA oraz przygotować się do działania przy ograniczonym wsparciu Waszyngtonu.
Główna teza artykułu: większa odpowiedzialność Europy za bezpieczeństwo nie ma uratować NATO przed rozpadem, lecz nie dopuścić do rozkładu relacji transatlantyckich[3].
W wypowiedzi z 22 maja 2026 roku Marco Rubio podkreślił, że „NATO musi być dobre dla wszystkich sojuszników", stawiając tym samym grunt pod dalsze rozmowy dotyczące redefinicji zobowiązań sojuszniczych. Zwrócił uwagę na warunkowość zaangażowania USA - amerykańskie wsparcie nie jest „automatyczne", ale zależy od nakładów poniesionych przez sojuszników. Wypowiedź służy jako przygotowanie gruntu pod szczyt w Ankarze, gdzie prowadzone rozmowy mają ustalić nowe ramy działania NATO oraz redefinicję mechanizmów podziału ciężarów obronności[4].
Według Reutersa Pentagon podał europejskim dyplomatom datę - rok 2027 - kiedy państwa europejskie powinny przejąć większą odpowiedzialność w zakresie wojsk lądowych, obrony powietrznej, wywiadu i logistyki. Waszyngton uznał europejskie dozbrajanie i zwiększanie wydatków za niewystarczające i oczekuje przejęcia odpowiedzialności za większość zdolności i kwestii operacyjnych do 2027 roku. To nie tylko zmiana podziału ciężarów i obowiązków, ale próba redefinicji modelu NATO w formacie: Europa - główny dostawca sił konwencjonalnych, USA - strategiczne odstraszanie nuklearne oraz zdolności ISR (Intelligence, Surveillance, and Reconnaissance)[5].
Obecnie Waszyngton planuje ograniczyć pulę dostępności amerykańskich sił konwencjonalnych w sytuacji wystąpienia konfliktu zbrojnego. Planowane zmniejszenie obejmuje siły dostępne w ramach NATO Force Model - puli sił sojuszniczych dostępnych w sytuacjach kryzysowych. Jest to kolejny element próby kształtowania nowego formatu NATO, w którym USA ograniczają swoje gwarancje operacyjne na rzecz Europy, pozostając przy modelu dystrybuowania efektorami strategicznymi (efektor to środek lub system zdolny do oddziaływania na wykryty cel w celu jego zniszczenia, uszkodzenia, obezwładnienia lub zakłócenia działania)[6].
Waszyngton obawia się chaosu decyzyjnego w NATO w związku z polityką administracji, bilateralizacji obronności i tworzenia się wielu mini-formatów regionalnych. Może to doprowadzić do erozji artykułu 5. W związku z tym Reuters podał informację o możliwości ograniczenia liczby corocznych szczytów, aby zmniejszyć kontrowersje wokół komunikacji prezentowanej przez Donalda Trumpa[7].
Szczyt w Ankarze
W amerykańskiej debacie publicznej dominuje postrzeganie szczytu w Ankarze jako „testu" lojalności Turcji wobec kolektywnego Zachodu. Turcja, prowadząca od wielu lat politykę wielowektorową, zwiększa swoje wpływy na Bliskim Wschodzie i Morzu Śródziemnym (Mavi Vatan). Atlantic Council podkreśla, że szczyt w Ankarze może być strategiczną okazją do resetu relacji między USA a Turcją.
Relacje pozostają napięte w związku z blokowaniem przez Turcję części decyzji w NATO (np. akcesji Szwecji do sojuszu), napięciami na linii Turcja-Izrael, relacjami Turcji z Rosją oraz budowaniem przez Erdoğana własnego regionalnego systemu bezpieczeństwa. Waszyngton z Ankarą stara się obecnie budować relacje oparte na funkcjonalnym kompromisie; określenie Turcji jako „problematycznego sojusznika" zmienia się na trudnego, choć strategicznie niezastąpionego sojusznika.
Waszyngton zdaje sobie przy tym sprawę z wielowektorowości oraz nieprzewidywalności polityki Ankary[8]. Turcja dysponuje rozbudowanym przemysłem obronnym, ma również wspierać USA w polityce rozkładania ciężaru obronności Europy oraz pełnić rolę stabilizacyjną na Bliskim Wschodzie.
Szczyt w Ankarze, według obecnych analiz, ma przynieść: dalsze zwiększenie europejskich zobowiązań finansowych, reorganizację architektury podziału nakładów i ciężarów bezpieczeństwa, zwiększenie nacisku na południową flankę (Bliski Wschód, Morze Czarne) oraz utrzymanie politycznej dominacji USA w NATO mimo ograniczenia zaangażowania wojskowego. Europejscy sojusznicy - w szczególności Niemcy i Francja - mogą nie być chętni przystać na dalszy polityczny prymat USA przy jednoczesnej redukcji zaangażowania w Europie.
Podział obowiązków w ramach odstraszania
Polityka niejednoznaczności prowadzona przez obecną administrację prowadzi do osłabienia odstraszania, które jest ściśle powiązane z sygnałami wysyłanymi przez administrację w ramach poszczególnych działań. Do negatywnych sygnałów należą m.in. osłabienie kontyngentów w Europie oraz rezygnacja z rotowania wojsk - przy jednoczesnym deklarowaniu utrzymania parasola nuklearnego. Odstraszanie należy rozumieć holistycznie: osłabianie któregokolwiek z jego elementów wpływa negatywnie na całokształt działań podejmowanych w jego ramach.
Polityka „podziału ciężarów" jest uzasadniona korzystaniem z dywidendy pokoju przez Europejczyków w latach poprzedzających rosyjską inwazję na Ukrainę, jednak obecna forma, w jakiej ta polityka jest prowadzona, wpływa negatywnie na relacje transatlantyckie, wiarygodność NATO oraz odstraszanie. Redukcja sił konwencjonalnych USA w Europie zabiera obecnej administracji jeden z instrumentów polityki wobec Rosji.
Podstawowy wniosek wynikający z badań nad odstraszaniem w latach zimnej wojny brzmi: odstraszanie konwencjonalne jest najsilniejszą formą odstraszania, ponieważ poza zdolnościami uniemożliwienia przeciwnikowi działań (deterrence by denial) bądź jego ukarania (deterrence by punishment) pozwala na elastyczność w odpowiedzi na zagrożenia. Utrzymywanie sił konwencjonalnych przez USA umożliwia zachowanie zdolności na europejskim teatrze działań, którymi sojusznicy nie dysponują - mowa o uderzeniach precyzyjnych dalekiego zasięgu z lądu, morza i powietrza[9].
Posiadanie tych zdolności przez walczącą Ukrainę okazało się bardzo kosztowne dla Federacji Rosyjskiej, a szczególnie dla jej infrastruktury paliwowej. Rosja nie zaangażowała całego swojego potencjału przeciwko Ukrainie - wiele zdolności utrzymuje w rezerwie przeciwko potencjalnym przeciwnikom z NATO. Utrzymanie obecności amerykańskiej (szczególnie w zakresie zdolności uderzeń na zapleczu przeciwnika) skutecznie odstrasza Rosję od użycia tych zdolności.
Ma to kluczowe znaczenie do czasu, aż sojusznicy z Europy wypracują odpowiednie zdolności, które mogłyby częściowo zastąpić amerykańskie zaangażowanie na kontynencie.
Wiarygodne odstraszanie opiera się na silnej sygnalizacji zamiarów obrony i wsparcia sojuszników. Strategiczna komunikacja, która ogranicza działanie w tym zakresie, wpływa również na kalkulacje potencjalnych przeciwników, zachęcając ich do wrogich działań. Odstraszanie opiera się także na posiadaniu zdolności na każdym szczeblu operacji wielodomenowej. Ograniczanie się do strategicznych efektorów nuklearnych odbiera swobodę eskalacyjną i deeskalacyjną oraz zachęca potencjalnych przeciwników do ryzykownych działań.
Podsumowanie
Analizując wypowiedzi amerykańskich think tanków oraz członków administracji prezydenta Donalda Trumpa, można zauważyć próby wypracowania nowego formatu podziału zobowiązań w ramach NATO. Amerykanie utrzymują efektory i sensory strategiczne (sensor to urządzenie lub system służący do wykrywania, obserwacji, identyfikacji i śledzenia obiektów oraz zbierania informacji o otoczeniu), ale działania konwencjonalne w większości przejmują Europejczycy.
Według Waszyngtonu nowy podział obowiązków ma chronić relacje transatlantyckie przed rozkładem - jednak utrzymanie amerykańskiego prymatu jest ściśle powiązane z jego wkładem w bezpieczeństwo Europy. Szczyt w Ankarze przyniesie odpowiedź, czy uda się wypracować nowy format współpracy na najbliższe lata, czy też relacje transatlantyckie będą ulegać dalszemu rozkładowi.
Waszyngton, zachęcając sojuszników do wzięcia większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo, podejmuje działania w interesie NATO - jednak redukowanie potencjału wojsk konwencjonalnych (szczególnie w aspektach zdolności, którymi sojusznicy nie dysponują) odbiera Waszyngtonowi konieczną swobodę eskalacyjną oraz wiarygodność.
Bibliografia
- Celeste A. Wallander, The Coming Crisis of NATO Deterrence: Nuclear Guarantees Cannot Replace U.S. Forces in Europe, Foreign Affairs, 28.05.2026, link [dostęp: 29.05.2026].
- James M. Lindsay, NATO Is Marking Its Seventy-Seventh Anniversary. Will It Be Its Last?, CFR, 04.04.2026, link [dostęp: 28.05.2026].
- Léonie Allard, Torrey Taussig, How Europe can strengthen its own defenses and rebalance transatlantic relations, Atlantic Council, 15.12.2026, link [dostęp: 27.05.2026].
- NATO alliance has to be good for all involved, Rubio says, Reuters, 22.05.2026, link [dostęp: 27.05.2026].
- Gram Slattery, Humeyra Pamuk, Exclusive: US sets 2027 deadline for Europe-led NATO defense, officials say, Reuters, 05.12.2025, link [dostęp: 28.05.2026].
- Gram Slattery, Jonathan Landay, Andrew Gray, Exclusive: US plans to shrink forces available to NATO during crises, sources say, Reuters, 19.05.2026, link [dostęp: 30.05.2026].
- Humeyra Pamuk, Andrew Gray, Lili Bayer, NATO alliance, bruised by Trump, considers end to annual summits, Reuters, 27.04.2026, link [dostęp: 28.05.2026].
- Murat Yeşiltaş, Ankara and Washington can build on recent groundwork to improve relations and stability, Atlantic Council, 11.03.2026, link [dostęp: 29.06.2026].
- Celeste A. Wallander, The Coming Crisis of NATO Deterrence: Nuclear Guarantees Cannot Replace U.S. Forces in Europe, Foreign Affairs, 28.05.2026, link [dostęp: 08.06.2026].





