Perspektywa rosyjskich oligarchów
Na łamach The Economist pojawił się nośny wywiad z jednym z największych rosyjskich oligarchów – Andriejem Melniczenko. Rosjanin jest jednym z tych biznesmenów, którzy poprzez bliskie powiązania z kremlowskim systemem władzy, w zamian za usłużność, kontroluje wielkie sektory rynku Federacji Rosyjskiej – nawozu i węgla. Podczas gdy alians ten realizuje interesy obydwu partnerów, ukraińskie uderzenia w głąb kraju sprawiają, że biznesmen jest coraz mniej zadowolony z tej współpracy. W tym kontekście głos Melniczenki dla The Economist należy interpretować jako głos rosyjskich oligarchów-przemysłowców.
Dalsze prowadzenie wojny osłabi Rosję do tego stopnia, że porządek polityczny Federacji, który powstanie na zgliszczach dzisiejszego Kremla, będzie zarówno dla Zachodu jak i mieszkańców Rosji gorszy od obecnego. Potem wymienia on scenariusze, które powstrzymywały administrację Bidena przed zdecydowaną pomocą Ukrainie na początku wojny: rozpad Rosji i proliferację broni nuklearnej wśród nieobliczalnych watażków powstałych po upadku Kremla albo wasalizacje Rosji przez Chiny, a więc scenariusz „odwróconego Kissingera”.
Jak przekonuje Melniczenko, żeby uchronić zarówno Zachód jak i Rosje przed tymi przykrymi konsekwencjami należy wybrać: ,,albo wielkie mocarstwa ponownie nauczą się szanować wzajemnie swoją suwerenność, albo każde z nich nadal będzie dążyć do przekształcenia pozostałych w obiekty zewnętrznego zarządzania”.
Meliczenko twierdzi, że taka suwerenność zakłada oddanie Rosji wolnej ręki w zakresie decydowania o jej najważniejszych kwestiach bezpieczeństwa, czyli wpływie na bliską zagranicę.
60-godzinny wywiad z Melniczenkiem można więc streścić w dwóch paragrafach. Albo w jednym zdaniu – „wróćmy do buisness as usual, bo wojna nikomu się nie opłaca” – szczególnie interesom oligarchów. Wywiad bowiem powstał w kontekście zmasowanych ataków dronowych na infrastrukturę rosyjskich przemysłowców. To najprawdopodobniej ,,dalekosiężne sankcje” skłoniły Melniczenkę do uzewnętrznienia się w The Economist - nawoływania do zakończenia konfliktu i wznowienia relacji biznesowych. Kreml coraz gorzej chroni swoich gospodarczych podwładnych przed Ukrainą.
Normalizacja stosunków niemiecko-rosyjskich
W międzyczasie, 21 lipca w Berlinie prezydent Azerbejdżanu, podczas spotkania z Kanclerzem Merzem poinformował dziennikarzy i reporterów, że w Baku miejsce mają regularnie tajne spotkania pomiędzy Niemcami a Rosjanami. Po stronie niemieckiej uczestniczą w nich: Ronald Pofalla z CDU (były premier sztabu Angeli Merkel) oraz Matthias Platzeck z SPD (były premier Brandenburgii), a po stornie rosyjskiej: Wiktor Zubkow (przewodniczący rady nadzorczej Gazpromu) i Walerij Fadiejew (dyrektor Instytutu Projektowania Społecznego). Obydwaj Rosjanie objęci są sankcjami UE.
Słowa Alijewa to jedynie potwierdzenie medialnych doniesień niemieckiej gazety ,,Die Zeit”. Sami uczestnicy tych spotkań nazywają je ,,Dialogiem Petersburskim”, czyli mianem formatu, który miał zbliżyć dwa państwa jeszcze w latach dwutysięcznych. Do życia powołali go wtedy Putin i Kanclerz Schroeder. Zakończył się wraz z inwazją na Ukrainę. Jak dodaje Deutsche Welle, spotkanie miało miejsce tego samego dnia, w którym wezwany przez Reichstag ambasador rosyjski stawił się przed przedstawicielem niemieckiego rządu w sprawie rosyjskich cyberataków na Federację Niemiecką.
Friedrich Merz nie podjął się komentowania tej sprawy. Reprezentant Kanclerza na pytania dziennikarzy odpowiedział – „To nie jest inicjatywa rządu. Nic więcej nie możemy do tego dodać”
Inicjatywą rządu niemieckiego jest za to wznowienie współpracy z jedną z największych i najważniejszych firm energetycznych Rosji – Rosatomem.
Działająca na terenie Północnej Saksonii (w której rządzi koalicja SPD i Zielonych) francuska firma Framatome wystąpiła do rządu landowego o zgodę na produkcję paliwa do elektrowni jądrowych w ramach joint venture z rosyjskimi TVEL i Rosatomem. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie i otrzymał kontrasygnatę rządu federalnego. Niemcy uzasadniają akceptację projektu specyfiką prawa nuklearnego ich kraju – braku możliwości odrzucenia wniosku, jeżeli ten został złożony poprawnie a inicjatywa spełnia określone wymagania.
Rządy federalne i landowe miały mieć w tym przypadku związane ręce. Jedynym ośrodkiem władzy, który mógłby zablokować taką inicjatywę miałaby być sama UE. Jednakże na poziomie unijnym nigdy nie ustalono sankcji, które zakazywałyby współpracy z Rosją w zakresie energii nuklearnej.
Inwestycja wzbudza duże kontrowersje nie tylko ze względu na wydanie zgody na współpracę z rosyjską spółką energetyczną, ale również ze względów bezpieczeństwo państwa. W debacie podnosi się argumenty, że współpraca z Rosjanami naraża niemiecki przemysł energetyczny na infiltracje przez zagranicznych agentów pracujących w niemiecko-francuskiej filii Rosatomu. Framatome traktuje to zagrożenie na tyle poważnie, że zapowiedziało wprowadzenie w ramach joint-venture zakazu fizycznego dostępu do obiektu dla pracowników z Rosji. Jednocześnie współpraca będzie poddawana audytom prowadzonym przez zewnętrzne firmy.
Należy jednak zauważyć, że zarówno polskie, jak i niemieckie prawo administracyjne przewiduje możliwość odmowy wydania zezwolenia, gdy istnieje uzasadniona obawa, iż dana działalność może naruszać bezpieczeństwo państwa. Pomimo zidentyfikowanych zagrożeń władze nie zdecydowały się na uniemożliwienie współpracy rosyjskich i francuskich podmiotów w Niemczech.
Poległych zastąpią Hindusi
Szef Biura Prezydenta UA – Kiryło Budanow na spotkaniu ze studentami na Uniwersytecie Akademii Kijowsko-Mohylskiej przekonuje o konieczności importu pracowników z Globalnego Południa do Ukrainy. „Musimy sprowadzić z powrotem naszych obywateli i przyciągać do siebie specjalistów z różnych części świata. Innej opcji nie ma” – stwierdza były szew wywiadu.
Ilość osób zamieszkujących obecnie tereny Ukrainy jest trudna do ustalenia. Problem zaczyna się już na poziomie zdefiniowana tego, gdzie Ukraina dokładnie się znajduje. Czy jej obywatele to ludzie, którzy mieszkają w granicach określonych w 1991 roku, czy jedynie te osoby, które pozostają pod władztwem Kijowa? Czy mieszkańcy Krymu mają inny status od tych, którzy znajdują się na okupowanych terytoriach?
OSW podaje, że na Ukrainie jeszcze w 2019 roku mieszkało 37 milionów ludzi.
Według Money.pl przed inwazją miały to być 42 miliony, a według Banku Światowego – 45 milionów. Po inwazji ta liczba stała się jeszcze trudniejsza do ustalenia – obecnie waha się od 35 do 25 milionów ludzi. Część źródeł ze wschodu powołuje się jednak na wypowiedź ukraińskiego Ministra Polityki Społecznej – Denysa Ulutina, którzy twierdzi, że liczba osób pozostających pod władztwem Kijowa to, w pesymistycznym wariancie, zaledwie 22 milony ludzi.
Warto nadmienić, że oprócz zmniejszania się, społeczeństwo Ukraińskie szybko się starzeje.
Dane przekładają się w sposób negatywny na wizję powojennej odbudowy kraju. Tymofij Myłowanow – były minister gospodarki zauważa, że kluczowe dla przyszłości kraju będzie utrzymanie pozytywnego współczynnika emerytów do osób parkujących. Jak podkreśla – „tania siła robocza imigrantów pokryje luki [na rynku pracy]”. Głos w debacie zabrał też Wasilij Woskobojnik – prezes NGOsu, który zrzesza agencje mobilności pracowniczej.
Czyli tych firm obsługujących wyjazd Ukraińców na Zachód, czy też importu pracowników z Globalnego Południa na Ukrainę. Jak przekonuje – „potrzeba nam 8,2 milionów pracowników [...] musimy albo zachęcić kobiety do posiadania większej ilości dzieci, co zajęłoby 18-20 lat na uzupełnienie luki na rynku pracy, albo realnie musimy szukać pracowników wśród imigrantów z innych państw”.
Prezes dodaje, że po zrealizowaniu takiego projektu imigranci stanowiliby 17,5% ludności kraju. Biorąc pod uwagę starzejące się społeczeństwo Ukrainy ten współczynnik byłby zdecydowanie wyższy, jeżeli odnieść go jedynie do ludzi w wieku produkcyjnym.
Podczas gdy przedstawiona wypowiedź nie jest oficjalną linią rządu w Kijowie, a jedynie oczekiwaniami Woskobojnika, to na Bankowej podjęto istotne działania w celu otwarcia Ukrainy na imigrantów z Globalnego Południa. Według Kyryło Budanowa „jeżeli Ukraina chce na poważnie przyciągnąć do siebie pracowników z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej w przyszłości, musi najpierw sprawić, żeby proces migracyjny był szybszy i prostszy”.
Pierwszym krokiem w tym kierunku byłaby weryfikacja listy państw „ryzyka migracyjnego” (ang. migration-risk), które znalazły się na niej w obawie przekształcenie kraju w hub imigracji tranzytowej – przez Ukrainę do Unii. W tym celu, jeszcze w kwietniu, Budanow spotkał się z przedstawicielami państw afrykańskich, żeby określić, wobec których z nich znieść część ograniczeń związanych z ruchem wizowym.
Oprócz tego, Kijów planuje rozbudowę sieci swoich placówek dyplomatycznych w Afryce.
Przed inwazją, na tym kontynencie znajdowało się zaledwie 10 ukraińskich ambasad, obecnie jest ich 18, a w najbliższym czasie ich liczba wzrośnie do 21 podwajając tym samym liczbę placówek sprzed wojny. Dodatkowo, parlament ukraiński działa na rzecz umożliwienia imigrantom łatwego uregulowania swojego statusu napływowego robotnika. Ustawa nr. 14211, nad którą będzie głosować niedługo Wierchowna Rada, ma uprościć obecne procedury zachęcając do migracji na Ukrainę nie tylko Afrykańczyków, ale i wszystkich mieszkańców Globalnego Południa, którzy chętni będą relokować się w celach zarobkowych do Wschodniej Europy.
Plan Ukraińców wywołuje dwa, oczywiste i natychmiastowe problemy. Pierwszym jest sprowadzanie obcokrajowców z odległych państw do kraju ogarniętego gorączką wojny i nacjonalizmu – wysiłku narodu który ma na celu zachować Ukrainę przed utratą swojej tożsamości. Kontekst w jakim migracja ma się wydarzyć pozwala założyć, że integracja imigrantów będzie utrudniona, a ksenofobiczne nastroje będą utrudniać to zadanie.
Artykuł w Kiev Post zatytułowany „Fears of Other ‘Invasion’ [strach przed „inną inwazją”] opisuje rosnące antyimigranckie nastroje u naszych wschodnich sąsiadów. Obawy dotyczą z jednej strony strachu przed powtórzeniem scenariuszy znanych z Europy Zachodniej. Z drugiej strony, użytkownicy ukraińskich mediów zwracają uwagę na niesprawiedliwość takiego rozwiązania.
Podczas gdy na froncie umierają Ukraińcy do ich kraju wprowadzą się obcy ludzie, którzy nie wzięli udziału w krwawym wysiłku narodu, a skorzystają na wywalczonym pokoju nie wnosząc żadnego wkładu w tę walkę. Ten scenariusz zakłada również brak „baby boom”, które często występuje po zakończeniu wojny, a który przyczynia się do odbudowy narodu po śmiertelnym konflikcie.
Zamiast tego, za przyrost naturalny ma zastąpić migracja ludzi z Południa.
Drugim problemem – dotykającym w sposób bezpośredni Rzeczpospolitą jest niebezpieczeństwo przekształcenia się Ukrainy w ,,korytarz migracyjny”. Niedawno zniesione obostrzenia, dotyczące aż 70 państw, miały uchronić Ukrainę przed takim scenariuszem. Między innymi wobec Pakistanu, Indii, Somalii, Afganistanu, Iraku, Sudanu, Nigerii, Bangladeszu, Etiopii, czy Somalii zniesiono obostrzenia w ruchu wizowym. W związku ze swobodą poruszania się pomiędzy Ukrainą a Polską rośnie ryzyko napływu imigrantów również i do naszego kraju. Warto w tym kontekście podkreślić, że niedobór siły roboczej u wschodnich sąsiadów opisywany jest w granicach aż do 8 milionów.
Kryzys paliwowy w Rosji
Trwający od kilku miesięcy – a zdaniem części ekspertów nawet od pierwszej połowy 2023 roku – kryzys paliwowy w Rosji w lipcu 2026 roku objął cały kraj. Jego obecna faza rozpoczęła się w maju, gdy Ukraina znacząco nasiliła ataki bezzałogowców na rosyjską infrastrukturę naftową. Jest to efekt zmiany ukraińskiego podejścia do prowadzenia wojny i przyjęcia nowej strategii, zakładającej systematyczne uderzenia w rosyjską infrastrukturę energetyczną, które mają doprowadzić do m.in. redukcji zdolności logistycznych przeciwnika.
Wśród celów pośrednich osiągniętych przez stronę ukraińską należy wskazać zakłócenie zaopatrywania rosyjskich wojsk walczących na froncie, ograniczenie dostaw komponentów do zakładów produkcyjnych sektora zbrojeniowego oraz zwiększenie kosztów prowadzenia działań wojennych przez Rosję. Natomiast w szerszej perspektywie działania te mają służyć wywarciu presji na rosyjskie władze i zmuszeniu ich do zakończenia wojny.
Realizację tej koncepcji umożliwiły innowacje wdrażane przez Mychajła Fedorowa, pełniącego do niedawna funkcję ministra obrony Ukrainy. Skoncentrował się on na rozwoju technologii bezzałogowych, zwiększeniu skali produkcji i zakupów dronów, a także likwidacji korupcyjnych mechanizmów w systemie zamówień wojskowych. Takie reformy zapoczątkowane w Ministerstwie Obrony pozwoliły Ukrainie przejąć inicjatywę na polu walki, a jednym ze świadectw ich skuteczności jest najnowsza operacja po odcięciu Krymu od kontynentalnego lądu.
To właśnie na okupowanym półwyspie problemy z zaopatrzeniem paliwowym pojawiły się najwcześniej i z czasem rozszerzyły się na kolejne regiony Federacji Rosyjskiej.
Występujące w czerwcu pierwsze regionalne niedobory paliw w lipcu przybrały skalę ogólnokrajową. Celami ukraińskiej kampanii były różne elementy rosyjskiego sektora paliwowego: zakłady przetwórcze ropy i gazu, instalacje petrochemiczne, magazyny i zbiorniki paliw, terminale przeładunkowe, rurociągi i stacje pomp, węzły dystrybucyjne, a także wybrane jednostki transportujące paliwa.
Szczególną rolę odegrała jednak intensyfikacja ataków na rosyjskie rafinerie – od początku roku Ukraina przeprowadziła co najmniej 194 uderzenia, co oznacza jedenastokrotny wzrost aktywności w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Rekordową częstotliwość ataków odnotowano w maju, kiedy ukraińskie drony uderzyły w instalacje rafineryjne w różnych regionach Rosji około 16 razy w ciągu jednego miesiąca.
W wyniku tych działań zakłócona została praca m.in. największych rosyjskich rafinerii: Omskiej Rafinerii Naftowej – największego i jednego z najnowocześniejszych zakładów tego typu w Rosji, położonego ponad 2000 km od granicy z Ukrainą; rafinerii NORSI – czwartego największego zakładu rafineryjnego w kraju i drugiego największego producenta benzyny; oraz rafinerii w Jarosławiu, posiadającej zdolność przerobu około 15 mln ton ropy rocznie. Warto zaznaczyć, że podczas ataków ukraińskie drony celują w strategiczne moduły technologiczne obiektów – jednostki podstawowego przerobu ropy oraz instalacje wtórnego przetwarzania.
Elementy te są trudne do zastąpienia, a ich uszkodzenie powoduje zatrzymanie całego procesu produkcyjnego. Oznacza to ograniczenie faktycznych zdolności przerobowych rafinerii na kilka miesięcy, czyli okres niezbędny do przeprowadzenia napraw.
Skumulowany efekt kolejnych fal ukraińskich uderzeń doprowadził do wyłączenia ponad 30% działających rosyjskich zakładów rafineryjnych, odpowiadających za około 45% nominalnych zdolności przerobowych. Skala tych zakłóceń sprawia, że obecny kryzys paliwowy jest najpoważniejszym tego typu problemem w Rosji od czasu rozpadu Związku Sowieckiego. Jego rozmiary najlepiej obrazuje fakt, że na początku lipca całkowita produkcja benzyny w kraju wystarczała do pokrycia jedynie około 65% średniego sezonowego zapotrzebowania, które w tym okresie wynosi około 115–120 tys. ton na dobę.
Oznaczało to dzienny niedobór na poziomie 40–45 tys. ton benzyny, odpowiadający około 35% letniej konsumpcji. Dla porównania, w czerwcu skala dziennego deficytu wynosiła około 25%, co wskazuje, że lipcowa sytuacja stanowi pogłębienie trwającego od kilku miesięcy trendu spadkowego w produkcji paliw. Przekłada się to na ograniczoną dostępność benzyny silnikowej, oleju napędowego (diesla), paliwa lotniczego oraz produktów rafineryjnych na rynku wewnętrznym; w niektórych regionach doprowadziło również do wyczerpania lokalnych rezerw paliwowych.
Najpierw rosyjskie władze unikały publicznego ujawniania skali narastającego problemu i informowały, że część rafinerii działa w trybie awaryjnym z powodu „nieplanowanych remontów”. Jednocześnie w wielu regionach zaczęto wprowadzać ograniczenia sprzedaży paliw, obejmujące m.in. limity ilościowe na stacjach benzynowych oraz zakaz tankowania do kanistrów i dodatkowych zbiorników.
W rezultacie przed stacjami paliw zaczęły tworzyć się wielokilometrowe kolejki, a czas oczekiwania na zatankowanie wynosił od 18 do 25 godzin, natomiast w najbardziej ekstremalnych przypadkach sięgał nawet 30–50 godzin. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w Czycie (ros. Чита), stolicy Kraju Zabajkalskiego. Także w kolejkach coraz częściej dochodziło do napięć i sporów między kierowcami, dlatego np. w Anapie, popularnym kurorcie nad Morzem Czarnym w Kraju Krasnodarskim, władze skierowały do utrzymania porządku oddziały kozackie.
Ich zadaniem było kierowanie ruchem, zapobieganie incydentom oraz przeciwdziałanie próbom tankowania paliwa do kanistrów.
Oprócz wzrostu oficjalnych cen odnotowano również przypadki spekulacji oraz rozwoju nieformalnego rynku handlu paliwami. Przykładowo w obwodzie rostowskim zatrzymano mieszkańca Krasnodaru, który przewoził 1,6 tony benzyny, planując dalszą odsprzedaż po zawyżonych cenach na okupowanych terytoriach obwodów donieckiego i ługańskiego. Deficyt paliw doprowadził także do powstania tzw. turystyki paliwowej – mieszkańcy przygranicznych regionów Rosji zaczęli podróżować do sąsiedniego Kazachstanu w celu uzupełnienia zapasów paliwa.
W związku ze wzrostem zużycia paliw w północnych częściach kraju kazachstańskie władze wprowadziły ograniczenia, zmniejszając częstotliwość przekraczania granicy przez samochody osobowe i ciężarowe do jednego razu na dobę; jednocześnie tamtejsze służby wykryły 61 prób wywozu ponad 3 ton paliwa w dodatkowych zbiornikach i kanistrach. Po całej Rosji wprowadzano również systemy priorytetowej dystrybucji paliw, w których pierwszeństwo otrzymywały służby ratunkowe, transport publiczny, przedsiębiorstwa komunalne, sektor rolniczy oraz wybrane grupy społeczne: we wspomnianej wcześniej Czycie uczestnicy „specjalnej operacji wojskowej” (SWO) oraz ich rodziny mogli korzystać z obsługi poza kolejnością.
Tymczasem w Wołgogradzie, Kraju Krasnodarskim, Czelabińsku i Jekaterynburgu odnotowano przypadki, gdy lokalni urzędnicy tankowali swoje samochody na wybranych stacjach jako pojazdy służbowe; w Saratowie natomiast paliwo dla urzędników wydawano po podaniu specjalnego hasła „rząd” (ros. правительство). Równocześnie w obwodach nowosybirskim i tomskim mieszkańcom zalecano ograniczenie korzystania z prywatnego transportu oraz przechodzenie na pracę w trybie zdalnym.
Warto również zwrócić uwagę na geograficzne zróżnicowanie przejawów kryzysu. Po ataku na Moskiewską Rafinerię Naftową w połowie czerwca do obwodu moskiewskiego przekierowano dostawy benzyny produkowanej na Uralu i Syberii oraz importowanej z Białorusi. Świadczy to o priorytetowym traktowaniu Moskwy – miasta rosyjskiej elity politycznej, a także aglomeracji zamieszkiwanej przez blisko 22 mln osób, stanowiących około 15% ludności kraju i zarazem istotną część elektoratu.
W tym kontekście kluczowe znaczenie miały zarówno względy wizerunkowe, jak i dążenie do minimalizacji strat gospodarczych, podobnych do tych, które wcześniej miały miejsce przy blokadach Internetu w stolicy. Odmienna sytuacja panowała na okupowanym Krymie, gdzie problemy z zaopatrzeniem paliwowym doprowadziły do przerw w dostawach energii oraz zawieszenia funkcjonowania części infrastruktury miejskiej.
Z kolei Czukotka, znajdująca się na przeciwległym krańcu Federacji Rosyjskiej, pozostała jedynym regionem, w którym nie wprowadzono żadnych ograniczeń paliwowych – wynika to przede wszystkim z jej dużej odległości od strefy działań wojennych.
Działania rosyjskiego rządu mające przeciwdziałać kryzysowi rozpoczęły się od zakazu eksportu benzyny jeszcze w kwietniu 2026 roku. W lipcu decyzję tę uzupełniono o wprowadzenie pełnego zakazu eksportu oleju napędowego, a następnie wszystkie ograniczenia eksportowe przedłużono do 31 stycznia 2027 roku. Jedyne wyjątki dotyczą dostaw realizowanych w ramach umów międzyrządowych; dodatkowo od 1 września ograniczenia nie będą obejmować eksportu realizowanego bezpośrednio przez producentów oleju napędowego, paliwa okrętowego i innych gazoli.
Jednocześnie Rosja zaczęła importować produkty paliwowe z zagranicy. Pierwszym i najważniejszym eksporterem została sojusznicza Białoruś – w lipcu dostawy białoruskiej benzyny do Rosji osiągnęły około 212 tys. ton, co oznaczało 25-krotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku, natomiast dostawy oleju napędowego wzrosły do 162 tys. ton, czyli niemal siedmiokrotnie.
Bezprecedensową skalę wzrostu uwidacznia również następujące zestawienie: w czerwcu Rosja sprowadziła z Białorusi 141 tys. ton benzyny, podczas gdy rok wcześniej łączna ilość dostarczonego produktu wynosiła jedynie 1 tys. ton. Tak duże zwiększenie eksportu paliw na rynek rosyjski Białoruś osiągnęła kosztem części swoich wcześniejszych dostaw kierowanych do państw Azji Centralnej.
Efektem tego był wyraźny spadek tranzytu białoruskich produktów paliwowych przez Rosję – z 196 tys. ton na początku roku do 24 tys. ton w czerwcu.
Kolejnym źródłem dostaw benzyny stały się Indie – drogą morską do Rosji skierowano 2 tankowce z ładunkami o łącznej wartości co najmniej 60 tys. ton. Jednocześnie same Indie, będące trzecim największym importerem ropy na świecie, pozostają dużym odbiorcą rosyjskiej ropy naftowej. Przykładowo, w czerwcu import tego surowca z Rosji osiągnął rekordowy poziom – około 2,7 mln baryłek dziennie, co stanowiło ponad połowę całkowitego indyjskiego importu ropy.
Także w celu uzupełnienia niedoborów rozpoczęto zwiększanie dostaw produktów paliwowych z Kazachstanu. Według agencji informacyjnej Reuters w lipcu i sierpniu Kazachstan miał dostarczyć Rosji łącznie około 50 tys. ton benzyny w ramach „pomocy humanitarnej”. Stanowi to jednak ilość wystarczającą jedynie do pokrycia około połowy jednodniowego zapotrzebowania tego państwa.
Prowadzono również rozmowy dotyczące przerobu rosyjskiej ropy w kazachstańskich rafineriach oraz częściowego kierowania gotowych produktów z powrotem do Rosji. Ponadto w drugiej połowie lipca Rosja po raz pierwszy w historii rozpoczęła import paliwa z Maroka – około 30 tys. ton benzyny AI-92 przewieziono drogą morską z Tangeru nad Cieśniną Gibraltarską do portu w Murmańsku.
Nie udało się natomiast zrealizować planu pozyskania paliwa lotniczego z Japonii, zgodnie z którym za pośrednictwem pośredników Rosja miała sprowadzić około 200 tys. baryłek tego produktu. W pierwszej połowie lipca ładunek miał zostać załadowany w porcie Chiba w Japonii, następnie przetransportowany do Korei Południowej i po przeładunku typu ship-to-ship w pobliżu portu Yeosu skierowany do Rosji.
W reakcji na te doniesienia Japonia zaostrzyła interpretację swoich sankcji, a minister gospodarki Ryosei Akazawa poinformował, że zakaz eksportu paliwa lotniczego do Rosji obejmuje również dostawy realizowane przez państwa trzecie oraz przeładunki na morzu.
Wysiłki rosyjskiego rządu mające na celu stabilizację sytuacji na rynku paliwowym obejmowały również działania podejmowane wewnątrz kraju. Jednym z najważniejszych kroków było czasowe zezwolenie na produkcję, import oraz sprzedaż benzyny o obniżonej klasie ekologicznej – Euro-2, Euro-3 i Euro-4. Są to normy emisji spalin ustanowione przez Unię Europejską, które określają maksymalne dopuszczalne poziomy wydzielania szkodliwych substancji przez pojazdy.
Celem wprowadzenia takich wymagań było zmniejszenie negatywnego wpływu transportu na środowisko poprzez ograniczenie uwalniania tlenków azotu, węglowodorów i tlenku węgla do atmosfery. Jednak żadna z wyżej wymienionych norm już nie obowiązuje przy produkcji nowych samochodów – Euro-2 weszła w życie w 1997 roku, a Euro-4 przestała obowiązywać 1 stycznia 2011 roku.
Choć obecnie standardem jest znacznie bardziej restrykcyjna norma Euro-6, rosyjski rząd dopuścił do obrotu paliwa o obniżonych parametrach środowiskowych – do 1 lipca 2027 roku.
Jako kolejny sposób walki z kryzysem paliwowym rosyjscy politycy wysunęli pomysł stworzenia w Rosji rozproszonej sieci małych zakładów rafineryjnych. Zakłada się, że to rozwiązanie zwiększy odporność krajowego rynku paliw poprzez decentralizację produkcji i tym samym ograniczenie zależności od dużych zakładów przetwórczych, będących w chwili obecnej głównym celem ukraińskich ataków.
Promowane tzw. mini rafinerie to niewielkie instalacje przeznaczone do przetwarzania ropy naftowej lub półproduktów ropopochodnych na paliwa, których wydajność nie przekracza 1 mln ton rocznie. Ze względu na brak zaawansowanych i kosztownych urządzeń technologicznych zakłady te nie są w stanie produkować wysokooktanowej benzyny spełniającej współczesne wymagania jakościowe, dlatego też ich profil produkcji obejmuje głównie benzynę prostą, olej napędowy, mazut oraz paliwo okrętowe.
Mimo to podczas narady z członkami rządu prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin osobiście poparł tę inicjatywę i wskazał na konieczność większego zaangażowania małych i średnich przedsiębiorstw w rozwój takich projektów. W rezultacie część firm już rozpoczęła prace w tym kierunku, a sama kwestia była wielokrotnie poruszana podczas spotkań rządu z koncernami naftowymi.
Należy jednak podkreślić, że poza problemem niskiej jakości produkowanej benzyny mini rafinerie mają także szereg innych wad: długi czas realizacji inwestycji, który może wynosić od kilku do kilkunastu lat, wysokie koszty budowy i wyposażenia zakładów, konieczność zapewnienia dodatkowej ochrony infrastruktury narażonej na potencjalne ataki, brak kompleksowych mechanizmów wsparcia państwowego oraz trudności z osiągnięciem rentowności w obecnych warunkach gospodarczych. Ponadto oficjalny sektor rafineryjny uzupełnia rozbudowana szara strefa – obok zarejestrowanych tego typu zakładów o łącznej mocy produkcyjnej przekraczającej 12 mln ton rocznie w Rosji działało blisko 300 nielegalnych instalacji przetwórczych, tzw. „samowarów”, których produkty były wprowadzane do obrotu poza oficjalnym systemem.
Czynniki te sprawiają, że pomimo rosnącego zainteresowania takimi obiektami ich znaczenie dla poprawy dostępności paliw na rosyjskim rynku pozostaje ograniczone.
Pogłębiający się kryzys paliwowy ujawnia strukturalne słabości i wrażliwość rosyjskiego systemu bezpieczeństwa energetycznego, czego kolejnym dowodem są chociażby najnowsze ukraińskie ataki na rosyjską flotę cieni w rejonie Morza Azowskiego i Czarnego – w ich wyniku w ciągu 10 dni uszkodzono 136 rosyjskich jednostek. Niszczenie zapasów energetycznych oraz obiektów infrastruktury paliwowej przekłada się bezpośrednio na zakłócenie rosyjskich łańcuchów logistycznych, co potwierdza m.in. decyzja o zawieszeniu przewozów przez Kanał Azowsko-Doński.
Utrata możliwości produkcji paliw skutkuje spadkiem zdolności eksportowych, a tym samym zmniejszeniem dochodów uzyskiwanych ze sprzedaży produktów naftowych za granicę. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do dalszego zmniejszania się wpływów do budżetu państwa oraz utrudnić finansowanie rosyjskiego wysiłku wojennego, zwłaszcza że deficyt budżetowy od kwietnia 2026 roku jest częściowo równoważony poprzez kolejne cięcia w wydatkach cywilnych.
Warto jednak pamiętać, że problemem Rosji nie jest brak ropy naftowej, lecz niemożność przekształcenia jej w produkty końcowe. Sytuację tę dodatkowo pogłębiają trudności w odbudowie uszkodzonych rafinerii, wynikające z ryzyka kolejnych ataków, ograniczonego dostępu do technologii i części zamiennych oraz wysokich kosztów przeprowadzania napraw.
Decyzja o wstrzymaniu eksportu paliw z Rosji podważa budowany przez lata wizerunek kraju jako energetycznej potęgi, stanowiący ważny element rosyjskiej narracji politycznej i gospodarczej. Obecnie jedno z największych światowych mocarstw naftowo-gazowych zmuszone jest do importu produktów naftowych od państw, wobec których wcześniej zajmowało pozycję dominującą.
Ograniczenie rosyjskich dostaw może jednocześnie stworzyć nowe możliwości dla krajów dotychczas uzależnionych od rosyjskich surowców energetycznych. Dla części państw „bliskiej zagranicy”, takich jak Armenia, może to oznaczać szansę na większą dywersyfikację źródeł zaopatrzenia i stopniowe zmniejszanie zależności od Rosji. Z kolei państwa posiadające rozwinięty sektor rafineryjny, np.
Kazachstan, mogą wykorzystać tę sytuację do zwiększenia własnego znaczenia jako regionalni dostawcy produktów paliwowych. Problemy rosyjskiego sektora rafineryjnego mogą też sprzyjać ekspansji konkurencyjnych eksporterów energii, którzy będą mogli wypełnić powstałą lukę podażową. Jednocześnie zmniejszenie rosyjskiej aktywności eksportowej może pogłębić niestabilność światowych rynków energetycznych, szczególnie w warunkach utrzymujących się napięć geopolitycznych.
Tymczasem Ukraina jako sprawca obecnego kryzysu w najbliższym czasie może się zetknąć z nasileniem rosyjskich ataków na infrastrukturę cywilną oraz działaniami odwetowymi obejmującymi m.in. uderzenia w ukraińskie stacje benzynowe i obiekty paliwowe. Szczególne znaczenie będzie miał jednak okres zimowy, kiedy wzrośnie ryzyko ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną i wystąpienia znanych z poprzednich lat blackoutów.
Warto również zwrócić uwagę na wypowiedź rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa z 5 lipca 2026 roku, który, odnosząc się do obecnej sytuacji wojennej, stwierdził, iż „specjalna operacja wojskowa przekształciła się w prawdziwą wojnę”.
Kryzys paliwowy przerodził się także w jeden z wielu problemów społecznych Federacji Rosyjskiej. Codzienne funkcjonowanie obywateli zostało po raz kolejny zakłócone – w odróżnieniu od wcześniejszych ograniczeń komunikacji cyfrowej wynikających z blokad Internetu, obecnie coraz częściej doświadczają oni ograniczeń komunikacji fizycznej będących następstwem niedoborów paliwa.
Efekt obu zjawisk pozostaje jednak podobny – ograniczenie mobilności obywateli oraz utrudnienie dostępu do podstawowych form komunikowania. Podczas gdy w czasie blokad internetowych Rosjanie szukali sposobów na odzyskanie dostępu do sieci poprzez narzędzia takie jak VPN, aktualnie coraz większe zainteresowanie budzą informacje dotyczące np. sposobów domowej produkcji benzyny.
Zarazem problemy paliwowe uwidaczniają istniejące w Rosji nierówności regionalne oraz relację centrum–peryferie, w której część regionów została zmuszona do ograniczenia własnego zaopatrzenia, aby utrzymać względną stabilność największych ośrodków państwa. Zaistniała sytuacja stanowi kolejną porażkę wizerunkową Władimira Putina, poziom poparcia którego od kilku tygodni utrzymuje tendencję spadkową i obecnie wynosi 66%.
Rosjanie coraz wyraźniej dostrzegają rozdźwięk między mitem silnej i samowystarczalnej Rosji a własnymi codziennymi doświadczeniami. Może to w przyszłości prowadzić do stopniowej utraty zaufania obywateli do państwa, które przez lata kreowało się jako wszechmocne, lecz w rzeczywistości nie jest w stanie zapewnić nawet podstawowego bezpieczeństwa.





